niedziela, 29 grudnia 2013

2 Takie tam spełniające się marzenia

Rano obudziłam się przez wpadające przez okno promienie słoneczne. Buło kilka minut przed siódmą, ale o dziwo byłam już wyspana. Postanowiłam wstać i wyszykować się przed wylotem. Spakowałam resztę rzeczy, a do bagażu podręcznego wrzuciłam laptop, aparat, MP4 i teczki które wręczył mi mój szef, postanowiłam przejrzeć je w samolocie.
-Dzień dobry- przywitałam paniom Marię która krzątała się jak zwykle po kuchni
-Dzień dobry- odpowiedziała z szerokim uśmiechem- Siadaj zaraz podam śniadanie
-Dziękuję
-A ty się gdzieś wybierasz?-zapytała wskazując na walizki stojące w wejściu
-Tak jadę służbowo do Hiszpanii. Jak mi dobrze pójdzie to to już będzie moja stała praca
-Och Hiszpania. Piękny kraj, słońce, morze, wspaniałe widoki i przystojni mężczyźni- zaśmiała się
-Jadę tam by pracować a nie flirtować z obcymi kolesiami- oburzyłam się z lekka
-Praca nie trwa 24 godziny na dobę, i w czasie wolnym można kogoś poznać, a obca osoba po jakimś czasie przestanie być obca- puściła mi oczko
Nie chciałam drążyć tego tematu. Po śniadaniu zamówiłam taksówkę która zawiozła mnie prosto na lotnisko. W poczekalni było sporo osób, bo okazało się, że jakiś samolot musiał awaryjnie lądować. Poczekałam jeszcze kilkanaście minut, aż usłyszałam ogłoszenie płynące z głośnika, że pasażerowie lotu do Madrytu są proszeni na pokład. Bagaż zdałam już wcześniej, więc teraz ruszyłam prosto na odprawę. Miałam miejsce przy oknie. <fajnie> pomyślałam. Po starcie postanowiłam przejrzeć zawartość teczek. Na początek wybrałam tę z herbem FC Barcelony. W środku była lista zawodników i opisy każdego z osobna. Zaczęłam się już zagłębiać w lekturze, gdy...
-Ooo interesujesz się Barceloną- dopiero teraz zauważyłam kto siedzi obok mnie.
-Tak,ale to - wskazałam na teczkę- to tak bardziej służbowo- uśmiechnęłam się co odwzajemniła
-Tak właściwie to Carlota jestem- przedstawiła się i podała mi rękę
-Agnieszka- odwzajemniłam gest brunetki
-To po co jedziesz do Madrytu?- zaciekawiła się
-Będę komentować mecze dla polskiej stacji telewizyjnej- wyjaśniłam, a ta zrobiła lekko zdziwioną minę- a jaki jest twój cel podróży?
-Wracam z wakacji i pomyślałam, że odwiedzę brata, który tam teraz przebywa. Komentujesz mecze. WOW. Musisz to naprawdę lubić. Ja gdyby nie mój brat który gra, to bym w ogóle tego nie oglądała, no ale czego się nie robi dla braciszka.- zaśmiała się
 Reszta lotu minęła nam na miłej rozmowie. Nawet nie zwróciłam uwagi kiedy przerzuciłam się na Hiszpański. Niestety samolot wylądował i trzeba było się rozstać. Na szczęście wymieniłyśmy się numerami telefonów z obietnicą, że kiedy obie będziemy miały chwilę wolną to umówimy się na kawę.
Pierwsza konferencja na którą muszę iść, zespołu z Katalonii, jest dziś wieczorem. Mam więc kilka godzin dla siebie.Po przyjeździe do hotelu byłam strasznie zmęczona. Postanowiłam więc wziąć relaksującą kąpiel. Tylko jak człowiek ma się relaksować kiedy z sąsiedniego pokoju dochodzą jakieś krzyki i hałasy? Trudno to pewnie jacyś kibice jednej z drużyn. Przypomniałam sobie, że gdy jechałam taksówką to niedaleko mijaliśmy taki ładny park. Zabrałam więc torebkę do której wrzuciłam teczki i wyruszyłam w drogę.
Była piękna pogoda. Słoneczko przygrzewało. Chętnie bym się teraz pobawiła nad jakąś wodą, ale samej to nie zabawa, przecież nie muszę być sama, pomyślałam, możemy przecież z Carlotą zamiast na kawę przejść się na plażę. Zadzwonię do niej jak tylko będę miała czas i zaproponuje jej taką małą zamianę.
Kiedy dotarłam na miejsce przysiadłam na ławeczce na którą padał
 cień rozłożystego drzewa. Lecz i tym razem nie dane mi było spokojnie popracować, gdyż po chwili obok moich nóg pojawił się mały śliczny szczeniaczek.
-Cześć malutki zgubiłeś się?- wzięłam malucha na kolana głaszcząc po mięciutkim futerku.
Zastanawiałam się skąd w parku mógł wziąć się mały szczeniaczek, kiedy usłyszałam kłótnie dwóch mężczyzn.
-Zgubiłeś go. Co my mu teraz powiemy- lamentował jeden z nich
-Ja go zgubiłem przecież to ty chciałeś go zabrać na spacer.- skądś kojarzę te głosy- trzeba było go nie spuszczać ze smyczy.
-smyczy. kto normalny trzyma szczeniaka na smyczy?
-Pewnie ten który nie chce go zgubić
-Przepraszam - przeszkodziłam im by zapytać czy nie chodzi im o tego szczeniaka którego trzymałam.
-sorry dzisiaj autografów nie rozdajemy
-Ja chciałam tylko zapytać czy to tego psiaka nie szukacie- obaj odwrócili się w moja stronę. Teraz wiem skąd kojarzę te głosy. Przede mną stała dwójka graczy samej FC Barcelony.
-Cris maleńki. Myśleliśmy, że straciliśmy cię już na zawszę.- rozpaczał jeden z nich, a konkretniej przystojny brunet w którym rozpoznałam Fabregasa.
-Cesc opanuj się- upomniał towarzysza- przepraszam za kolegę oberwał dzisiaj piłką w głowę, bardzo mocno- podkreślił dwa ostatnie słowa, spoglądając na przyjaciela który z nadmierną czułością tulił szczeniaczka.- Jestem Gerard a ten to Cesc
-Miło mi Agnieszka- przedstawiłam się, a ci zrobili dziwne miny
-Ag...Age...ssha...ty to chyba nie tutejsza jesteś
-Aż tak to widać- zaśmiałam się
-No troszkę. To skąd jesteś?
-Zgadnij- puściłam brunetowi oczko
-Ej to zajmie mu wieczność- oburzył się wysoki blondyn- a my musimy już spadać
-to przedstawisz mi swoje propozycje podczas następnego spotkania- pocieszałam pomocnika, Dumy Katalonii
-A kiedy to będzie?- zaciekawił się
-Prędzej niż myślisz- odpowiedziałam, po czym pożegnałam się z nowymi kolegami. Przeszłam jeszcze kilka parkowych alejek po czym wróciłam do hotelowego pokoju


-----------------------------------
no i dodałam,
Skomentujcie jeżeli to przeczytacie
@swetspeed



sobota, 2 listopada 2013

1 Wszystko musi mieć jakiś początek

Kiedy tylko się obudziłam i spojrzałam na zegarek od razu wiedziałam, że to będzie jeden z moich najgorszych dni. Oczywiście byłam już spóźniona na zajęcia, ale może jak się pośpieszę to na jakieś jeszcze zdążę. W pośpiechu wyciągnęłam z szafy byle jakie ubrania i pobiegłam do łazienki. Kiedy już się uszykowałam, zabrałam kurtkę z torbą, i zeszłam na dół. Zjadłam szybkie śniadanie, i już miałam wychodzić kiedy przypomniałam sobie, że się nie uczesałam. Zaczęłam układać włosy przed małym lusterkiem stojącym w przedpokoju na komodzie.
-A ty nie powinnaś być na uczelni?- przestraszona szybko się odwróciłam i ujrzałam panią Marię- starszą kobietę u której wynajmuję pokój. Niestety przez przypadek zahaczyłam łokciem o lusterko, a te jak na złość spadło na podłogę i rozbiło się na kawałeczki. <no super> pomyślałam <to teraz czeka mnie siedem lat nieszczęścia?>
- Och. Przepraszam. Zaraz to posprzątam, a lusterko odkupię- już szłam w kierunku schowka na szczotki kiedy zatrzymała mnie pani Maria
-Nie przejmuj się tym i idź bo jesteś już strasznie spóźniona
-To do widzenia- pożegnałam się, i szybko wyszłam z domu. Na uczelnie miałam jakieś dwadzieścia pięć minut spacerkiem, a dzisiaj ten dystans pokonałam w niecałe osiemnaście. Niestety kiedy doszłam na miejsce w drzwiach przywitała mnie niemiła niespodzianka. Jaka jest Martyna wraz ze swoją świtą. Oczywiście mogłabym wejść drugim wejściem, ale szkoda mi na to czasu. Przeszłam więc obok nich, nie obyło się oczywiście od głupich komentarzy pod moim adresem, dowiedziałam się także kilka nowości o swojej osobie, na szczęście z biegiem czasu nauczyłam się ignorować takie gadanie, bo inaczej mogła by się polać krew.
Po zajęciach, które się przeciągnęły przez spóźnienie wykładowcy, nie zdążyłam na autobus którym zazwyczaj dojeżdżałam do redakcji, i jak na złość zapomniałam zabrać portfela, który teraz spokojnie leży sobie na szafce, a ja nie mogę skorzystać z jakże wygodnej usługi jaką jest przejazd taksówką. Także czeka mnie kolejny tego dnia spacer. Do redakcji dotarłam trochę spóźniona.
-Cześć- przywitałam się z sekretarką z którą zdążyłam się nawet zakolegować
-Cześć- odwzajemniła mój uśmiech- prezes cię wzywa- no i skończyły się uśmiechy
Powolnym krokiem ruszyłam w stronę znanego mi pomieszczenia. Szłam długim korytarzem, który wydawał mi się jeszcze dłuższy niż zwykle. Wiem, że to jest mój koniec. Szef wzywa do siebie pracowników tylko w dwóch sprawach, pierwszą jest awans. którego się nie spodziewam, bo niespecjalnie dogaduję się z tym człowiekiem, drugą zaś bardziej możliwą jest zwolnienie, czego bardzo bym nie chciała. biorąc głęboki wdech zapukałam w ciemne drewniane drzwi.
-Proszę- zawołał ktoś z środka, więc uchyliłam drzwi i zajrzałam do środka
-Dzień dobry. Wzywał mnie pan?- zapytałam się wchodząc do środka
-Tak. Witam moją ulubioną stażystkę- <a temu co naćpał się?> pomyślałam. Ta jego przesadna radość na mój widok mnie z lekka przeraża.- Usiądź proszę- wskazał czarny skórzany fotel stojący na przeciwko niego- a więc Agnieszko- zaczął poważnie- jesteś stażystką w naszej firmie od dłuższego czasu. Z tego co mówią chłopacy dobrze wykonujesz swoje  zadania i lubisz swoja pracę
-No tak- odpowiedziałam niepewnie
-A więc mam dla ciebie propozycję. Jeżeli się spiszesz to masz u mnie gwarantowaną posadę. Co ty na to?
-A co ma pan na myśli- przez moją głowę przelatywały same czarne scenariusze
-Ej nie patrz na mnie jak na jakiegoś zboczeńca- oburzył się- Wiesz, że nasza redakcja ma wystawić dwójkę komentatorów na mecze o puchar Hiszpanii- powiedział a mi ulżyło, jednak nie na długo- Początkowa koncepcja była taka, że pojedzie Grzesiek z Piotrem, ale Grzesiek, ma jakieś problemy zdrowotne. Więc pomyślałem, że ty się idealnie nadajesz na jego miejsce. Na twoją korzyść działa to, że znasz język- zamurowało mnie
-Ale...- zaczęłam lecz nie dał mi dokończyć
-Spokojnie pojedziesz na pierwszy mecz, jak ci się spodoba i będzie ci to dobrze szło to zostajesz, jak nie to wracasz. T co podejmujesz wyzwanie?- zapytał wyjmując jakieś teczki z szuflady
-No dobrze- zgodziłam się
-To trzymaj. Masz tu bilet i niektóre potrzebne informacje na temat klubów zawodników i takich tam, resztę wiadomości musisz zgromadzić sama. Dziś możesz już iść do domu i się spakować
-To kiedy jest ten wyjazd?
-twój samolot odlatuje jutro o 11. Piotr jest już na miejscu. Pokój w hotelu masz już zarezerwowany niestety nie w tym samym co on- mężczyzna już się rozkręcał, a ja go w ogóle nie słuchałam. Jutro lecę do Hiszpanii.
-Matko muszę iść na zakupy- palnęłam przerywając wypowiedź szefa, a ten się tylko zaśmiał
Tak i  dla tego masz już wolne. A i musisz być przygotowana by przeprowadzić przy okazji jakiś wywiad do gazety. Skoro już wszystko powiedziałem to możesz już iść na te zakupy. powodzenia.
-Dziękuję i do widzenia- pożegnałam się i szybko wyszłam z redakcji.
Do domu wróciłam dopiero o 20.30. Zakupy były udane kupiłam sobie dużo nowych rzeczy, między innymi kilka kolorowych koszulek jakieś spodnie i spodenki, bo o tej porze w Hiszpanii jest bardzo ciepło. Hiszpania... no nie wierzę jutro o tej porze ziści się moje marzenie, a jeszcze będę komentować mecze na samym Santiago Barnebeu jednej z najwspanialszych świątyń futbolu na świecie... chociaż nie jest to Camp Nou. To tam trenuje moja ukochana Barcelona. Jestem ostatnio tak zapracowana, że nawet nie miałam czasu by oglądać ich mecze. Szkoda.
Dobra koniec tych wywodów jutro trzeba wcześnie wstać. A jeszcze muszę się spakować. Jesty jak ja tego nie lubię układanie tych wszystkich ciuchów w kostkę, aby zmieściły się w walizce. NUDA. Niestety jak chcę się jechać to trzeba to zrobić. Po jakiejś półtora godzinie byłam już gotowa, zostawiłam tylko kosmetyki i ubrania potrzebne mi jutro.
Dopiero teraz przypomniało mi się, że nikogo nie poinformowałam o moim wyjeździe. Spojrzałam na zegarek godzina 22.45. Trudno chociaż spróbuję. Wybrałam numer mamy i czekała. Pierwszy sygnał nic, drugi nic, trzeci, nadal nic. Już chciałam zrezygnować gdy usłyszałam zaspany głos
-Co się stało?- zapytała zaniepokojona
-Nic. Tylko muszę ci coś powiedzieć
-Tak? A co?
-Jutro jadę do Hiszpanii
-Idź ty spać dziecko coś ci się przyśniło
-Nie. Na prawdę. Jadę tam by komentować mecze dla naszej stacji, i jak mi się poszczęści to dostanę stałą pracę- powiedziałam dumnie
-ooo...to gratuluję. Kiedy lecisz?
-Jutro o 11. Już nie mogę się doczekać
-Wiesz idź już spać, żebyś była wypoczęta. Powodzenia
-Dzięki, przyda się- powiedziałam się i się rozłączyłam
Wedle zaleceń mamy wzięłam szybki prysznic, o położyłam się spać, jednak z ekscytacji nie mogłam zasnąć. Udało mi się to dopiero koło 2 nad ranem...


----------------------
No i jest pierwszy rozdział.
Mam nadzieję, że się wam podoba, jeżeli tak to proszę o komentarz :**

wtorek, 29 października 2013

PROLOG

Minęło już kilka lat od kiedy chodziłam do gimnazjum. Długo zastanawiałam się jaki kierunek dalej obrać. Ostatecznie wybrałam liceum o ukierunkowaniu humanistyczno-dziennikarskim. Teraz wszystko się zmieniło- na gorsze. Mój przeciętny dzień wygląda tak: rano idę na zajęcia w Instytucie dziennikarstwa i komunikacji społecznej  we Wrocławiu, potem do redakcji sportowej TVP, w której odbywam staż. Co drugi tydzień w weekend jadę w odwiedziny do rodziców. Rzadko kiedy mam czas wolny, a kiedy już go mam to staram się go przeznaczyć na naukę. Oprócz dawnych znajomych mam tutaj najlepszą przyjaciółkę Zuzkę. Mamy razem niektóre zajęcia. Niestety odkąd się tutaj pojawiłam mam problem z taką jedną Martyną. Jej ojciec jest dyrektorem uczelni więc uważa się za jakąś księżniczkę.
Nikt nie wie jak bardzo chciałabym aby moje życie się zmieniło, niestety puki co się na to nie zapowiada :(

-----------------------------------------------------------------------------------------

Wreszcie to napisałam chociaż strasznie mi się nie chciało. Mam nadzieję że was to chociaż trochę zainteresuje. Życzę miłego czytania, i mam nadzieję do przeczytania :)

sobota, 26 października 2013

BOHATEROWIE



Inez
Polska studentka dziennikarstwa na uniwersytecie we Wrocławiu,
odbywa staż w redakcji sportowej,
pewnego dnia szef proponuje jej by pojechała do Hiszpanii
by komentować tam mecze PrimeraDivision.
Odwieczna fanka FCBarcelony.


Neymar
Brazylijski piłkarz znany na całym świecie.
Ostatnio zmienił klub na Barcelonę,
przez co musiał zerwać ze swoją dotychczasową dziewczyną.
Z początku nie jest zbyt uprzejmy wobec, Polki,
jednak później mu się odmieni.
Zaprzyjaźniony z Fabregasem i Pique.

 Carlota
Siostra jednego z piłkarzy, konkretniej to Cesca
poznaje się z Inez w samolocie 
od razu się zaprzyjaźniają

Gerard Pique
Przyjaciel Neymara, nie rozumie jego postępowania
próbuje mu pomóc.
 
 Cesc Fabregas
Przyjaciel Neymara i Gerarda
od razu zaprzyjaźnia się z Inez
na boisku skupiony i poważny
po za nim - wręcz przeciwnie

FC BARCELONA

W trakcie trwania opowiadania dojdą oczywiście nowe postacie ale nie chce mi się ich wszystkich wypisywać